• top_24

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_22

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_21

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_04

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_01

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_19

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_20

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_25

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_23

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

Plan

Jest takie przysłowie, że trzeba być kutym na cztery nogi. Jak widać dwie nie wystarczą. Ptaki jeszcze mają do pomocy po dwa skrzydła, a człowiek z trudem łapie równowagę, więc te cztery nogi nie są głupie.

Ogólnie człowiek ma słabą konstrukcję - chwiejną. Widać to zwłaszcza na początku i na końcu życia. Pomiędzy tymi skrajnymi fazami może nie być "widać", bo zachwiania dotyczą nie tylko konstrukcji fizycznej. Defekt błędnika to doprawdy drobne schorzenie w porównaniu z rozchwianą osobowością, czy zaburzeniami w rozwoju duchowym. To co widać, często jest mniej bolesne i mniej dokuczliwe niż to czego nie widać. Dlatego w przysłowiu o czterech nogach jest wiele mądrości. Cztery punkty podparcia zapewniają równowagę (trzy - jeszcze nie!) i stabilność. A kto to jest ten "kuty na cztery nogi"? To nie frajer, nie życiowa oferma i nie naiwniak, a z drugiej strony na pewno nie cwaniak, nie kombinator i nie taki co sie rozpycha łokciami. "Kuty" to raczej stojący mocno na ziemi, taki co wie jak sobie radzić w życiu i nie pozwoli sobą manipulować.

Konie podkuwa się podkowami. One spełniają ważną rolę. Chronią przed urazami. Pozwalają poruszać się w trudnym terenie. Stukot podkówek zapewnia trochę elegancji i fantazji. I podobno przynoszą szczęście!

Każdemu człowiekowi dla równowagi psycho-fizyczno-duchowej mogą się przydać takie cztery elementy, cztery punkty podparcia.  Tak jak wymienia sie podkowy, tak i te elementy można zmieniać w ciągu życia. Być może ktoś znajdzie sobie inne. W każdym razie muszą być to na dany czas rzeczywiście mocne punkty, do których zawsze można sie odwołać, szczególnie w trudnych sytuacjach.

  1. PLAN
  2. CZAS
  3. CISZA
  4. LUSTRO

Wiem to od pięciu lat i bardzo ich pilnuję.

Przyglądam się im właśnie w takiej kolejności jak napisałam, choć przez jakiś czas dwa pierwsze miałam przestawione. Wydawało mi sie, że jak będę miała czas, to uda mi się coś zaplanować, ale to błąd w myśleniu. Z tego nic nie wychodzi. Najpierw trzeba mieć plan - szeroko rozumiany ( od planu na całe swoje życie, do planu na dany dzień). A potem dokomponować do niego czas. Ten plan musi być tak atrakcyjny, tak pociągający, że chce się poświęcić mu dzień i ... całe życie! 

Jeśli chcę żyć w zgodzie ze sobą, to muszę też żyć w zgodzie z drugim człowiekiem i z Panem Bogiem. Ten plan musi to uwzględniać. Moje dobro, dobro drugiego  i to, co Bóg chce przeze mnie powiedzieć światu.

Jeśli nie mam planu dla swojego życia, i wszystko przebiega jak się zdarzy i w zamieszaniu, to nigdy sie nie dowiem tego co jest dla mnie dobre, ani dla tego kto został postawiony na mojej drodze (czy mi darowany - dziecko, mąż, ojciec, matka, przyjaciel), ani czego oczekuje ode mnie Bóg, jakie są Jego plany dla mnie. Jeśli mam plan, nawet kiepski, to jest szansa, że będzie szybko skorygowany. Jeśli jesteśmy otwarci, żeby obserwować sytuacje i wrażliwi, żeby w nich uczestniczyć ( nie tylko być biernymi obserwatorami wydarzeń) i na tyle pokorni, by chcieć coś zmienić, to nie ma co sie bać układania planów.

Moje początki były bardzo proste. Plan był taki: 

  1. Wstać o wyznaczonej porze.
  2. Przeżegnać się.
  3. Pościelić łóżko.

Potem była wersja trochę trudniejsza:

  1. Wstać codziennie o tej samej porze.
  2. Przeżegnać się i poprzekonywać samą siebie, że wszystko co przyniesie dzień jest dobre, bo pochodzi od Boga.
  3. Pościelić łóżko i 5 minut na nim posiedzieć.

Ćwiczyłam wykonanie tego planu przez cały rok! A to było tylko 10 minut z całych 24 godzin!

Nie da się zrobić ambitnego planu. Ambicje są potrzebne, bo zmuszają do wysiłku i wykonania zadań do końca. Ambicje są dobre bo wyczekują efektów. Jednak ważniejszy na początku jest zdrowy rozsądek. Na ile mnie stać? Co rzeczywiście jestem w stanie zrobić? Co jest najważniejsze? Dlatego opisana wyżej metoda drobnych kroków, zrobienie planu na 10 minut i wykonanie go, może być przełomem w naszym rozwoju.

Plan musi uwzględniać w pierwszej kolejności mnie samą i sytuacje w jakiej się znajduję, moje wcześniejsze decyzje i wybory, moje powołanie,  moja rodzinę, męża / żonę, dzieci, obowiązki domowe, pracę, naukę. Moja znajoma ( to ostatni i chyba dobry przykład), która jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej i nie musi pracować zarobkowo, i odnalazła się w działalności społecznej, wymyśliła świetny plan. Otóż mając w domu córkę maturzystkę i męża, którego praca związana jest z bardzo częstymi wyjazdami, postanowiła poszukać sobie pracy w Niemczech i wyjechać na pół roku. Nie chcę myśleć jakie mogą być tego skutki.

Poza tym plan powinien dotykać wszystkich obszarów życia. Także zdrowie, odpoczynek, rozwój intelektualny, dobrą lekturę, kontakty z przyjaciółmi. Plan mógłby zawierać poszukiwanie tego co pozwala oczyścić sie i zregenerować psychice, odciążyć od stresu (koncert, wycieczka, a czasem zwykły spacer). Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ten plan nie może pomijać duszy i sprawy jej zbawienia. Jednak - i myślę że to ważne zwłaszcza dla osób przeżywających trudności, rozbitych, żyjących w chaosie - akurat ta sprawa choć jest najważniejsza, to nie powinno sie od niej zaczynać. Jeśli ktoś chce rzeczywiście odnaleźć siebie i zrozumieć swoje życie, to najpierw musi zrobić porządek ze sobą i wokół siebie, przyjmując do wiadomości, że Pan Bóg jest i przyjmuje go takim jaki jest ,i to na początek wystarczy. W ten sposób zrobi się miejsce dla Boga i On zacznie działać, i zacznie się ukazywać, "zdejmować zasłonę". I jest szansa, że akceptując codzienne wydarzenia, przyznając Bogu rację, pozwolimy Mu budować nasze życie, czasem stwarzać je na nowo ( to skuteczne działanie ze strony Boga - pozwala runąć naszemu życiu, żeby móc je podnieść na nowo!). Jak zadziałamy odwrotnie i w naszym zagubieniu i niepozbieraniu zaczniemy od szukania Boga, to znajdziemy Go ( a raczej Jego fałszywy obraz) stworzonego na nasz własny obraz i podobieństwo. Dobrym przykładem jest tu książka Kerkelinga Hape, znanego niemieckiego aktora, który wyruszył na pielgrzymkę do grobu św. Jakuba, aby odnaleźć Boga... wspierającego równouprawnienie homoseksualistów. I owszem takiego właśnie "Boga - Ojca" znalazł.