• top_20

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_22

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_19

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_04

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_24

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_23

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_21

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_01

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_25

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

Lustro

To bardzo pożyteczny przyrząd. Takie normalne, pokazuje prawdziwy obraz nas samych. Ale są jeszcze krzywe zwierciadła, w których zobaczymy zdeformowane obrazy samych siebie. Często nasz mózg bywa takim krzywym zwierciadłem i usiłuje wykrzywić to, kim naprawdę jesteśmy. A dlaczego? Dzieje się to najczęściej w sferze naszej podświadomości, niedostępnego magazynu wiedzy, gdzie gromadzą się informacje z różnych okresów życia (począwszy od prenatalnego), pochodzące z różnych organów percepcji i gromadzące się na różnych poziomach odtwarzania. A jak doda się do tego system połączeń neuronalnych pomiędzy tymi poziomami, tworzących rozmaite powiązania i skojarzenia, oraz reakcje podświadomości na rozmaite bodźce, to sytuacja staje się dość skomplikowana i panowanie nad nią nie leży w granicach naszych możliwości.

Wydarzenia z przeszłości mogą stać się powodem wykrzywień teraźniejszości. Jeśli coś się nam przypomina, to chętnie rozdrapujemy stare rany.

Takim krzywym zwierciadłem mogą być inni ludzie ich oceny i sądy na nasz temat. Jeżeli jesteśmy wrażliwi na ludzkie opinie, zwłaszcza negatywne, (ale też i pozytywne) i bardzo je przeżywamy i analizujemy, to możemy dojść do przekonania, że ci inni mają rację. I wtedy zaczyna się kształtować fałszywy, destrukcyjny obraz.

Stan choroby, zmieniająca się fizjologia i wygląd zewnętrzny może być przyczyną zaburzeń prawidłowego postrzegania siebie. Człowiek ciężko chory czuje pokrzywdzony, okaleczony, nieatrakcyjny, zbędny.

Jednak, najczęściej my sami, z niewielkim udziałem podświadomości, czy reakcji innych tworzymy z siebie kukły, jak w teatrze marionetek. Na drewnianą czy plastykową konstrukcję nadziewamy rozmaite fatałaszki, malujemy uśmiech i wygłaszamy wyuczone kwestie. Wydaje się, że jesteśmy sexy, trendy i cool, i wszyscy świetnie się bawią w naszym towarzystwie. Nawet do takiego zwykłego lustra na ścianie nie zagląda taka osoba, bo po co. Jest świetnie. To może wyrafinowana postawa, ale ile jest skromniejszych, w których przybieramy kolorowe piórka by uzyskać czyjąś uwagę, aprobatę, zainteresowanie.

Jak wyjść z obszaru krzywych zwierciadeł?

  1. Często zaglądać do lustra. Popatrzeć krytycznie, ale też z humorem na swój wygląd, ubiór, miny.
  2. Nauczyć się żartować z siebie. Pozwalać też innym na takie żarty (oczywiście w granicach normy). Nie zaprzeczać, że mamy jakieś ułomności i przywary.
  3. Nie pozwalać na obrażanie i dyskredytację siebie i swoich wartości.
  4. Retrospekcje prowadzić tylko w określonym celu. Czy zgłębianie przeszłości pomoże mi w czymś? Czy wyniknie z tego dobro?
  5. Przyjmować uwagi innych ludzi, pamiętając o tym, że opinie o nas mogą być zupełnie sprzeczne. Przyjrzeć się uwagom kierowanym przez członków rodziny, naszych przyjaciół, ludzi, którzy nas cenią, współpracują z nami, którzy nas szanują, modlą się za nas – oni mogą widzieć sprawy, których my nie widzimy.
  6. Najcenniejszym zwierciadłem, w którym odbija się nasze życie jest Słowo Boże. Ono jest czyste, święte, niezafałszowane, sprawiedliwe. Możemy bezpiecznie poddać się pod jego osąd. Ono nasze życie prawidłowo oceni i zinterpretuje.
  7. Dla odważnych – takim zwierciadłem i punktem odniesienia jest regularnie praktykowany Sakrament Pojednania. To specjalny czas działania Pana Boga. Czas uzdrowienia. On nie tylko przynagla nas do obejrzenia siebie ze wszystkich stron . Boża łaska odziera z masek, pozwala pozbyć się fałszu, sztuczności. Maluje prawdziwy wizerunek, a raczej go układa, jak układankę z puzzli, dopasowując fragment po fragmencie.

Cisza

Nie można normalnie funkcjonować w hałasie. Okazuje się, że ponad 20% powierzchni naszego kraju objętych jest ponadnormatywnym hałasem. Definicja hałasu jest prosta – jest to każdy przeszkadzający dźwięk. Coraz więcej ludzi skarży się na skutki hałasu. Jest to o tyle niebezpieczne, że ujawniają się one z opóźnieniem i nie tylko są związane z uszkodzeniem słuchu. Hałas wpływa na ośrodkowy układ nerwowy. Powoduje rozdrażnienie, zmęczenie, zaburzenia koncentracji, bóle i zawroty głowy, mdłości. Jest przyczyną zaburzeń snu i trawienia. Wpływa na układ odpornościowy organizmu. Jest streso i nerwicogenny. Stąd ochrona przed hałasem i jego skutkami jest rozsądna i konieczna – wydawałoby się to oczywiste, a jednak tak nie jest!

Problem pierwszy - zewnętrzny.

Trudno jest uchronić się przed hałasem całkowicie.

Problem drugi - wewnętrzny.

Nie chcemy przebywać w ciszy. Jest to zbyt trudne.

Jak rozwiązać te problemy?

Problem pierwszy.

  1. Przyjąć, że w społeczeństwach cywilizowanych hałas ściga człowieka. Nie da się od niego uwolnić.
  2. Szukać miejsc ciszy. Zawsze można je znaleźć.
  3. Zabiegać o ciszę. (np. poprosić o wyłączenie głośno grającego radia, bo przeszkadza w rozmowie).
  4. Chronić ciszę. Nie generować niepotrzebnego hałasu.
  5. Uznać swoje prawo i prawo innych do przebywania w ciszy. Nie przeszkadzać, nie ośmieszać.

Problem drugi.

  1. Zastanowić się, co bardziej mi przeszkadza: hałas czy cisza?
  2. Jeśli odczuwasz lęk przed ciszą, podejdź do niej twórczo.
  3. Dlaczego w ciszy nie czujesz się komfortowo? Może dlatego, że zapomniałaś/zapomniałeś o tym, że cisza to nie zupełny brak dźwięków?
  4. Przychodzą ci do głowy jakieś niepokojące myśli? Jakie? Spróbuj je zapisać.
  5. Spróbuj po trochu zrezygnować ze złych przyzwyczajeń: włączonego cały dzień, a może całą dobę telewizora, ze słuchania przez wiele godzin ostrej muzyki.

Warto zrobić następujące ćwiczenie. Zostać samemu w domu. Wyłączyć wszystkie niepotrzebne źródła dźwięku, także telefony! Świat nie zawali się przez te pół godziny. Spokojnie siedząc lub chodząc po mieszkaniu, wsłuchać się w dom. W tykanie zegara, czyjeś kroki na schodach, kapiącą wodę z kranu czy mruczenie kota. To bardzo przyjemne dźwięki. To najprostszy sposób na nauczenie się przebywania w ciszy.

Cisza sprzyja powstawaniu dobrych myśli i dobrych planów. Cisza wywołuje skupienie, nie rozprasza, szybciej więc wykonamy swoją pracę. (dźwięk przychodzącego smsa wywołuje takie rozproszenie, że powrót do poprzedniego poziomu koncentracji zajmuje aż 15 minut!). Cisza pomnaża czas.

Cisza jest niezbędna do modlitwy. Cisza jest niezbędna do odpoczynku. Cisza jest bardzo ważna dla okazania uwagi i szacunku drugiemu człowiekowi.

Czas

Najpopularniejsze stwierdzenie to właśnie to – „nie mam czasu”. Współczesne społeczeństwo cierpi na chroniczny brak czasu. Jak to jest, że czasu wciąż brakuje, że wciąż ucieka, przecieka przez życie. Mija dzień za dniem w poczuciu straconego czasu.

Dlaczego czas nam ucieka?

  1. Nie wiemy czego tak naprawdę chcemy.
  2. Nie znamy naszych priorytetów.
  3. Nie mamy wyznaczonych celów, ani nie znamy środków do nich prowadzących.
  4. Nie potrafimy z czegoś zrezygnować, co wydaje się, że słusznie się mam należy.
  5. Nie umiemy mówić „nie”.
  6. Podejmujemy decyzje w pośpiechu i bez zastanowienia, a potem chcielibyśmy cofnąć czas..
  7. Marnujemy czas na głupstwa, a potem zasłaniamy się brakiem czasu.
  8. Pośpiech jest wrogiem czasu, wcale go przez gonitwę nie zyskujemy.
  9. Ważne sprawy odkładamy na potem., wydaje się, że jeszcze dużo czasu przed nami.
  10. Nie przyjmujemy do wiadomości, że jutra może nie być.

Jak zatrzymać czas?

  1. Przyjąć, że nie da się go zatrzymać.
  2. Stracić czas na planowanie, na podsumowanie, refleksję i wyciągnięcie wniosków.
  3. Stracić czas dla drugiego człowieka, z myślą o nim.
  4. Stracić czas dla Pana Boga.
  5. W podejmowaniu decyzji kierować się zdrowym rozsądkiem, wiedząc, że naszego działania w czasie nie da się odwrócić i trzeba będzie ponieść konsekwencje wyborów.
  1. Dobrze się zastanowić przy podejmowaniu nowego lub rezygnacji z wcześniejszego działania.
  2. Podjąć trud poznania siebie, swoich pragnień, możliwości, najważniejszych celów, które chcę osiągnąć.
  3. Propozycjom choćby atrakcyjnym, a które nie przynoszą korzyści powiedzieć „Nie”.
  4. Zrezygnować z przyzwyczajeń, które nic nie wnoszą, a zabierają czas na korzyść czegoś innego, co da satysfakcję i poczucie dobrze przeżytego czasu.( np. rezygnacja z oglądania serialu na rzecz spaceru z dzieckiem).
  5. Pomyśleć o tym, że przyjdzie koniec, a z nim być może, poczucie zmarnowanego życia.

Od czego zacząć?

  1. Zrobię plan na jutro złożony z 3 – 5 punktów i skoncentruję się na wykonaniu go.
  2. Zastanowię się na czym naprawdę mi zależy. Jeśli ta sprawa, czy osoba zacznie dominować w moim myśleniu ( stracę czas na zastanawianie się), to ta strata czasu zaowocuje też przemianą mojego serca, a jak zacznę przykładać do tego serce, to zawsze znajdę czas!
  3. Bezwzględnie zrezygnuję z mówienia „nie mam czasu”, „okropnie się spieszę”.

Plan

Jest takie przysłowie, że trzeba być kutym na cztery nogi. Jak widać dwie nie wystarczą. Ptaki jeszcze mają do pomocy po dwa skrzydła, a człowiek z trudem łapie równowagę, więc te cztery nogi nie są głupie.

Ogólnie człowiek ma słabą konstrukcję - chwiejną. Widać to zwłaszcza na początku i na końcu życia. Pomiędzy tymi skrajnymi fazami może nie być "widać", bo zachwiania dotyczą nie tylko konstrukcji fizycznej. Defekt błędnika to doprawdy drobne schorzenie w porównaniu z rozchwianą osobowością, czy zaburzeniami w rozwoju duchowym. To co widać, często jest mniej bolesne i mniej dokuczliwe niż to czego nie widać. Dlatego w przysłowiu o czterech nogach jest wiele mądrości. Cztery punkty podparcia zapewniają równowagę (trzy - jeszcze nie!) i stabilność. A kto to jest ten "kuty na cztery nogi"? To nie frajer, nie życiowa oferma i nie naiwniak, a z drugiej strony na pewno nie cwaniak, nie kombinator i nie taki co sie rozpycha łokciami. "Kuty" to raczej stojący mocno na ziemi, taki co wie jak sobie radzić w życiu i nie pozwoli sobą manipulować.

Konie podkuwa się podkowami. One spełniają ważną rolę. Chronią przed urazami. Pozwalają poruszać się w trudnym terenie. Stukot podkówek zapewnia trochę elegancji i fantazji. I podobno przynoszą szczęście!

Każdemu człowiekowi dla równowagi psycho-fizyczno-duchowej mogą się przydać takie cztery elementy, cztery punkty podparcia.  Tak jak wymienia sie podkowy, tak i te elementy można zmieniać w ciągu życia. Być może ktoś znajdzie sobie inne. W każdym razie muszą być to na dany czas rzeczywiście mocne punkty, do których zawsze można sie odwołać, szczególnie w trudnych sytuacjach.

  1. PLAN
  2. CZAS
  3. CISZA
  4. LUSTRO

Wiem to od pięciu lat i bardzo ich pilnuję.

Przyglądam się im właśnie w takiej kolejności jak napisałam, choć przez jakiś czas dwa pierwsze miałam przestawione. Wydawało mi sie, że jak będę miała czas, to uda mi się coś zaplanować, ale to błąd w myśleniu. Z tego nic nie wychodzi. Najpierw trzeba mieć plan - szeroko rozumiany ( od planu na całe swoje życie, do planu na dany dzień). A potem dokomponować do niego czas. Ten plan musi być tak atrakcyjny, tak pociągający, że chce się poświęcić mu dzień i ... całe życie! 

Jeśli chcę żyć w zgodzie ze sobą, to muszę też żyć w zgodzie z drugim człowiekiem i z Panem Bogiem. Ten plan musi to uwzględniać. Moje dobro, dobro drugiego  i to, co Bóg chce przeze mnie powiedzieć światu.

Jeśli nie mam planu dla swojego życia, i wszystko przebiega jak się zdarzy i w zamieszaniu, to nigdy sie nie dowiem tego co jest dla mnie dobre, ani dla tego kto został postawiony na mojej drodze (czy mi darowany - dziecko, mąż, ojciec, matka, przyjaciel), ani czego oczekuje ode mnie Bóg, jakie są Jego plany dla mnie. Jeśli mam plan, nawet kiepski, to jest szansa, że będzie szybko skorygowany. Jeśli jesteśmy otwarci, żeby obserwować sytuacje i wrażliwi, żeby w nich uczestniczyć ( nie tylko być biernymi obserwatorami wydarzeń) i na tyle pokorni, by chcieć coś zmienić, to nie ma co sie bać układania planów.

Moje początki były bardzo proste. Plan był taki: 

  1. Wstać o wyznaczonej porze.
  2. Przeżegnać się.
  3. Pościelić łóżko.

Potem była wersja trochę trudniejsza:

  1. Wstać codziennie o tej samej porze.
  2. Przeżegnać się i poprzekonywać samą siebie, że wszystko co przyniesie dzień jest dobre, bo pochodzi od Boga.
  3. Pościelić łóżko i 5 minut na nim posiedzieć.

Ćwiczyłam wykonanie tego planu przez cały rok! A to było tylko 10 minut z całych 24 godzin!

Nie da się zrobić ambitnego planu. Ambicje są potrzebne, bo zmuszają do wysiłku i wykonania zadań do końca. Ambicje są dobre bo wyczekują efektów. Jednak ważniejszy na początku jest zdrowy rozsądek. Na ile mnie stać? Co rzeczywiście jestem w stanie zrobić? Co jest najważniejsze? Dlatego opisana wyżej metoda drobnych kroków, zrobienie planu na 10 minut i wykonanie go, może być przełomem w naszym rozwoju.

Plan musi uwzględniać w pierwszej kolejności mnie samą i sytuacje w jakiej się znajduję, moje wcześniejsze decyzje i wybory, moje powołanie,  moja rodzinę, męża / żonę, dzieci, obowiązki domowe, pracę, naukę. Moja znajoma ( to ostatni i chyba dobry przykład), która jest w bardzo dobrej sytuacji finansowej i nie musi pracować zarobkowo, i odnalazła się w działalności społecznej, wymyśliła świetny plan. Otóż mając w domu córkę maturzystkę i męża, którego praca związana jest z bardzo częstymi wyjazdami, postanowiła poszukać sobie pracy w Niemczech i wyjechać na pół roku. Nie chcę myśleć jakie mogą być tego skutki.

Poza tym plan powinien dotykać wszystkich obszarów życia. Także zdrowie, odpoczynek, rozwój intelektualny, dobrą lekturę, kontakty z przyjaciółmi. Plan mógłby zawierać poszukiwanie tego co pozwala oczyścić sie i zregenerować psychice, odciążyć od stresu (koncert, wycieczka, a czasem zwykły spacer). Każdy powinien znaleźć coś dla siebie. Ten plan nie może pomijać duszy i sprawy jej zbawienia. Jednak - i myślę że to ważne zwłaszcza dla osób przeżywających trudności, rozbitych, żyjących w chaosie - akurat ta sprawa choć jest najważniejsza, to nie powinno sie od niej zaczynać. Jeśli ktoś chce rzeczywiście odnaleźć siebie i zrozumieć swoje życie, to najpierw musi zrobić porządek ze sobą i wokół siebie, przyjmując do wiadomości, że Pan Bóg jest i przyjmuje go takim jaki jest ,i to na początek wystarczy. W ten sposób zrobi się miejsce dla Boga i On zacznie działać, i zacznie się ukazywać, "zdejmować zasłonę". I jest szansa, że akceptując codzienne wydarzenia, przyznając Bogu rację, pozwolimy Mu budować nasze życie, czasem stwarzać je na nowo ( to skuteczne działanie ze strony Boga - pozwala runąć naszemu życiu, żeby móc je podnieść na nowo!). Jak zadziałamy odwrotnie i w naszym zagubieniu i niepozbieraniu zaczniemy od szukania Boga, to znajdziemy Go ( a raczej Jego fałszywy obraz) stworzonego na nasz własny obraz i podobieństwo. Dobrym przykładem jest tu książka Kerkelinga Hape, znanego niemieckiego aktora, który wyruszył na pielgrzymkę do grobu św. Jakuba, aby odnaleźć Boga... wspierającego równouprawnienie homoseksualistów. I owszem takiego właśnie "Boga - Ojca" znalazł.