• top_24

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_19

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_23

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_25

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_01

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_21

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_20

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_22

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

  • top_04

    Parafia Rzymskokatolicka

    pod wezwaniem

    św. Ignacego Loyoli

     

     

    ul. W. Stysia 16

    53-526 Wrocław

     

    tel. 71 334 23 10

III Niedziela Adwentu. Komentarz do Mt 11,2-11

Ewangelia jest pełna paradoksów - usłyszałam niedawno w czasie homilii. Jak najbardziej z tym się zgadzam. Jan przecież rozpoznał Jezusa jako Baranka Bożego, miał opory przed udzieleniem Mu chrztu, wiedział, że jest tylko głosem zwiastującym nadejście oblubieńca i że ma się umniejszać. Dziś wydaje się, że ma wątpliwości. Czy to Ty jesteś Tym, na którego mamy oczekiwać? Paradoks polega na tym, że Jan nie ma ŻADNYCH wątpliwości. On zadaje to pytanie ze względu na swoich uczniów, aby oni też nie mieli wątpliwości. Chce, aby usłyszeli odpowiedź bezpośrednio od Jezusa. To tak, jakby chciał ich przekazać innemu Nauczycielowi, temu właściwemu. Za moment Jan tak się umniejszy, że zniknie za sprawą oprawców Heroda. Słowo Boga Jezus Chrystus, umniejszy się, aż do Dziecięcia w żłobie. Benedykt XVI w Adhortacji Verbum Domini napisał, że Słowo Boga skróciło się, całe przepowiadanie Starego Testamentu stało się tak krótkie, że skondensowało się w jednym Słowie - Jezus. Całe przepowiadanie Kościoła, też wynika z tego Jednego Słowa i na Nim się koncentruje. Patrzmy więc i słuchajmy. Tak patrzmy i tak słuchajmy, aby rozpoznać Tego, który przychodzi. Nie szukajmy namiastek, nie wikłajmy się w wątpliwości. Zwyczajnie - szkoda na to czasu.

II Niedziela Adwentu. Komentarz do Mt 3,1-12

To bardzo dziwne - Jan głosił słowo na pustyni, a mimo to cała Jerozolima i Judea szły do niego, aby wyznać swoje grzechy i przyjąć chrzest nawrócenia. Kiedyś ludzie mieli wrażliwy wzrok i słuch. Nie było nic wiadomo o komunikacji personalnej, a ludzie komunikowali się prawidłowo i odbierali komunikaty niewerbalne prawidłowo. Osoby, wydarzenia, symbole były odczytywalne i jednoznaczne. Wszyscy wiedzieli, kim jest Jan i nie musiał on składać słownych deklaracji, uzasadniać swojej misji. No, przynajmniej dla większości. Wydaje się, że sytuacja jest teraz zupełnie odwrócona. Jest mnóstwo osób składających słowne deklaracje, za którymi nic się nie kryje. Nikt ich nie słucha, ani w środku miasta, a też mało w środku świątyni. Komunikacja została zastąpiona wieloznacznymi obrazami. Czy mam odwagę wyruszyć na pustynię, aby spotkać tam Jana Chrzciciela? Gdzie jest ta pustynia? Kim jest współczesny Jan? Na te pytania każdy musi sam dać odpowiedź.

I Niedziela Adwentu. Komentarz do Mt 24,37-44

Dlaczego Jezus przypomina historię Noego? Odwołuje się do niej dlatego, że historia Noego była w narodzie Izraelskim historią znaną i żywą. Pokazuje ona , że interwencje Boga nie są nagłe. Werset 36 poprzedzający dzisiejszy fragment Ewangelii Mateusza mówi, że o owym dniu i godzinie nikt nie wie... to prawda, ale Bóg zawsze przygotowuje człowieka na swoje przyjście. Ludzie z pokolenia Noego patrzyli na jego życie, na jego przyjaźń z Bogiem. Widzieli jak buduje arkę. Byli jednak tak zaabsorbowani swoim życiem - jedli, pili, żenili się - tak skoncentrowani na własnych sprawach, że nie zauważyli kiedy przyszedł potop. Bóg przed swoim przyjściem w osobie Syna posłał Jana. Ci, którzy usłyszeli wołanie mogli przygotować się na przyjście Pana, wyrównać ścieżki swojego życia. A jednak ludzie opornych serc i uszu postąpili z Janem tak, jak chcieli. Bóg w każdym czasie, także nam bliskim, wzbudza swoich świętych, proroków, świadków. Pokazuje światu swoich przyjaciół. Przemawia też przez wydarzenia, czy to o zasięgu globalnym, czy też w małych ludzkich doświadczeniach. Nie chce nikogo zaskakiwać. Chce abyśmy byli gotowi na Jego przyjście. Dziś, nie jutro!

Uroczystość Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata. Komentarz do Łk 23,35-43

Dzisiejsza uroczystość wzywa nas do stanięcia, do opowiedzenia się po właściwej stronie. Po stronie Zbawiciela, Pana i Króla. Można zabiegać o intronizację Chrystusa, pisać petycje, urządzać manifestacje lub przeciwnie ogłosić, że nie ma panowania Boga nad światem, a to zupełnie nie zmieni faktu, że On i tak jest Królem, Królem Wszechświata, bez względu na to czy to się komuś podoba czy nie. Jezus Chrystus na tym polu nie potrzebuje obrony! Potrzebuje jej natomiast na innym polu – naszego serca. Obrońmy Boga przed samymi sobą. Mamy dziś wspaniały przykład dwóch złoczyńców. Śmiało możemy utożsamić się z którymś z nich. Złoczyńca bowiem, to ten, który źle czyni, a więc i ty i ja – nie ma człowieka bez winy. Ciągle robimy coś złego wobec siebie, czy drugiej osoby, ze względu na zło i grzech który w nas mieszka (Rz 7, 14-24), a mimo to możemy być tak blisko Jezusa Ukrzyżowanego. Tylko co wtedy robimy? Obwiniamy Go za całe zło na świecie, za cierpienie, za krzyż, atakujemy Go, prowokujemy, że powinien przecież coś z tym zrobić? Czy stajemy po Jego stronie, bo za zło, które dzieje się na świecie my jesteśmy odpowiedzialni. To nie jest wina Pana Boga. To nic niestosownego powiedzieć Bogu – to nie Twoja wina. To nie Twoja wina Boże, że świat jest taki jaki jest. Pomóż mi odnaleźć Twój obraz we mnie, Twoje spojrzenie, na „teraz" – miejsce i czas w jakim jestem. Wtedy odkryję w świecie Twoje ślady, Twoją obecność, piękno, dobro i prawdę. Wtedy dopiero będę po właściwej stronie. Tego, KTÓRY ŻYJE I KRÓLUJE.

XXXIII Niedziela Zwykła. Komentarz do Łk 21, 5-19

Teksty ewangelii z ostatnich dni często zawierają pytania: gdzie?, kiedy?, jak? Zauważmy, że też często zadajemy takie pytania. Kiedy skończę naukę? Jak znajdę pracę? Gdzie osiądę na starość? Próba odpowiedzi na te pytania jakby przybliża nas do tej ważnej chwili, na którą czekamy. Ale dotyczy to wyłącznie spraw związanych ze skończonością. Jak odpowiedzieć na takie pytania dotyczące nieskończoności, wieczności? Zarówno Słowo Boże jak i teksty liturgiczne ciekawie odpowiadają na nie. Na pytanie JAK? – odpowiedź jest TAK. Na GDZIE? – odpowiedź jest TAM. Natomiast na pytanie KIEDY? – WTEDY. Bo ten właściwy czas, miejsce i sposób trzeba będzie rozpoznać. I nie musimy się martwić. Włos głowy nam nie spadnie. Jeżeli zadbamy o to aby królestwo Boże było w nas i pośród nas (Łk 17, 20-24) to czas przyjścia Syna Człowieczego stanie się dla nas jawny, nie trzeba będzie nigdzie go szukać. Życie będzie ocalone przez wytrwałość, która buduje stan constans w naszej codzienności, styl naszego istnienia, którego żadne przeciwności nie są w stanie naruszyć. Uważajmy więc, żeby prawdziwych wartości duchowych nie pomylić z „gadżetomanią" wszechobecną w naszym świecie. Bo pobiegniemy tam gdzie jest pokaz fajerwerków, a nie dostrzeżemy nadchodzącego Króla.

XXXII Niedziela Zwykła. Komentarz do Łk 20, 27-38

Spotkanie, rozmowa tak wyreżyserowana, aby móc potwierdzić swój sposób myślenia, swoja jedyną i niepowtarzalną prawdę. Tak zrobili saduceusze. Opowiedzieli zgromadzonym zupełnie nieprawdopodobną historię, opartą na bardzo przestrzeganym w Izraelu prawie lewiratu. To była prowokacja skierowana w stronę Jezusa. Jezus nie próbuje dyskutować, czy cokolwiek wyjaśniać ludziom, którzy nie chcą słuchać jego wyjaśnień, bo przyszli w innym celu – ośmieszyć, zakpić z przeciwnika. Jezus na nieprawdziwą, spreparowaną opowiastkę odpowiada prawdą Bożego Słowa. Bóg jest Bogiem tych, którzy żyją – Abrahama, Jakuba, Pawła, Ignacego z Loyoli, Jana Pawła i wielu innych. Jest też moim Bogiem, Bogiem człowieka żywego, a nie utrzymywanego przy życiu. Można się bowiem doprowadzić do stanu „przedagonalnego" przez nieuporządkowanie, rozedrganie między skrajnościami, chore kompromisy na rzecz świętego spokoju. „Żyjemy" więc w chwili euforii i „umieramy" w chwili niepowodzeń. Człowiek zaś żywy dba o jakość swojej więzi z Bogiem. O stały, niezaburzony przepływ światła i łaski. Bóg obdarowuje nas swoim życiem stale, ten przepływ od Jego strony jest stały, tylko my przyjmujemy go od czasu do czasu, pulsacyjnie. To tak jak w chorobie zwanej arteriosklerozą. Złogi w przepływie krwi powstają z naszej winy – niewłaściwy sposób życia, odżywiana. Taka „skleroza" może powstać w arterii łączącej nas z Bogiem. Zadbajmy więc o właściwy sposób życia i odżywiania naturalnego i duchowego, abyśmy mogli żyć w tym świecie i w wieczności.

Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych. Komentarz do Łk 23,44-46.50.52-53;24,1-6

Gdyby nie było świadków śmierci, pogrzebu i zmartwychwstania Jezusa, nie byłoby tekstu dzisiejszej Ewangelii. Dzisiaj człowiek nie chce być świadkiem śmierci, unika kłopotów związanych z pogrzebem, a sprawa zmartwychwstania jest czymś zbyt odległym i nierealnym. Tak więc nasi bliscy i przyjaciele umierają w szpitalach i domach opieki, sprawy związane z pogrzebem zleca się firmie, która oferuje kompleksowe usługi, na mszę św. pogrzebową przychodzi (optymistycznie) dziesięć osób, z czego dwie lub trzy przystępują do sakramentów świętych, a dnia 1 i 2 listopada kościoły nie są zbyt pełne, bo większość zmęczona jest strojeniem nagrobków z marmuru. Panie, uczyń mnie gotową do stania się świadkiem i uczestnikiem życia, i do obdarowywania czułością innych w życiu, w godzinie śmierci, z myślą o naszym wspólnym zmartwychwstaniu.

XXIX Niedziela Zwykła. Komentarz do Łk 18,1-8

Dzisiaj mamy ułatwienie, bo pierwsze zdanie Ewangelii podpowiada o czym będzie kolejna przypowieść Jezusa. O wytrwałej, nieustannej i nieustępliwej modlitwie. Wdowa nie miała nic do stracenia. Szanse na zwycięstwo z przeciwnikiem bez obrońcy - żadne! Tak więc wykorzystała jedyny sposób na zwycięstwo, uprzykrzyła życie temu, który miał jej bronić. I on to zrobił, prawdopodobnie za darmo. Nie z przekonania, nie z dobrej woli, nie dla zasługi, tylko żeby jak najprędzej mieć sprawę z głowy. I choć był niesprawiedliwym sędzią, tym razem postąpił sprawiedliwie. Jednak inaczej ma się sprawa z modlitwą zanoszoną do Boga. Jezus celowo używa kontrastu. Przypowieść ma za zadanie odsłonić prawdziwe oblicze Boga. U słuchacza nasuwa się pytanie: Jeżeli niesprawiedliwy człowiek tak postępuje, to jakim jest w takim razie Bóg - Sprawiedliwy Sędzia? Czyż nie jest po mojej stronie? Czy przeszkadza Mu to, że przychodzę z błahą sprawą? Czy będzie zwlekał, bo jestem niewypłacalna? Nie, On zadziała prędko, tylko muszę uznać, że bez Jego pomocy i obrony nie mam żadnej szansy, żadnych perspektyw w życiu, ba nawet nie mam po co żyć (taki był los samotnej wdowy). Żeby znaleźć taka wiarę na ziemi, trzeba się napocić na modlitwie, doświadczyć własnej słabości, niemożności, skorzystać z pomocy innych, z ich siły i wsparcia, tak jak zrobił to Mojżesz. Moje doświadczenia z ostatnich dni wskazują, że ta ostatnia sprawa wydaje się być najtrudniejsza...

XXVIII Niedziela Zwykła. Komentarz do Łk 17,11-19

Zauważmy jak w dzisiejszym słowie Bożym wzrasta dynamika opowiadania. Początek wydarzeń przebiega niezdecydowanie. Jakaś wieś. Dziesięciu trędowatych stojących z daleka i wołających o zmiłowanie. Jezus nie zbliża sie do nich i też z daleka odpowiada, że mają pójść do kapłanów. Ci posłusznie odchodzą. Nic się konkretnego nie dzieje. Dopiero po jakimś czasie, jak szli drogą zauważyli, zapewne ze zdumieniem, że są uzdrowieni. I dopiero od dosłownego zawrócenia z drogi jednego z nich, następuje zwrot akcji. Nabiera ona tempa. Uzdrowiony wraca szybko, bo chce jeszcze odnaleźć Jezusa, chce Mu podziękować. Zanim upadnie do nóg Jezusowi, robi coś wcześniej. Głośno chwali Boga! Kiedy razem z innymi wołał do Jezusa - Mistrzu, wzywał znanego uzdrowiciela. Teraz dziękując Mu wyznaje Boga, Dawcę życia. Radość z ocalenia i okazana wdzięczność przemienia się w wiarę, która daje pełnię zdrowia, nie tylko cielesnego. Drogę do dojrzałej wiary i całkowitego uzdrowienia blokuje najczęściej brak wdzięczności! Nie jeden raz Jezus musiał się zadziwić moją bezmyślnością i brakiem wyczucia w tym względzie...

XXVII Niedziela Zwykła. Komentarz do Łk 17,5-10

Uczniowie proszą: Przymnóż nam wiary! A Jezus odpowiada, no właśnie, co odpowiada... Zaglądam znów do tekstu greckiego, a tam jest napisane nie "gdybyście mieli" tylko "ei echete" czyli "jeśli macie". Użycie trybu oznajmującego, czyli indikatiwu coś wyjaśnia. Jezus odwołuje się bowiem do tego, co uczniowie już posiadają, a nie do tego, co mogliby mieć. Jeśli więc macie wiarę jak ziarnko gorczycy... Tego ziarna wiary trzeba poszukać, bo ono jest w nas za sprawą Bożej łaski. I właśnie ta wiara pomnaża się przez posłuszeństwo. Przez posłuszeństwo Jezusowi w mocy Ducha Świętego. Trzeba strzec tego depozytu, ziarna łaski Boga, które zostało złożone w moim sercu. To ziarno wystarcza ,aby dokonać rzeczy niemożliwych: wyrywać, przesadzać, dawać świadectwo w trudach i przeciwnościach, mieć w sobie moc i miłość, kierować się trzeźwym myśleniem. Więc znajdźmy to ziarno i strzeżmy jak największego skarbu.